Czy borelioza to rzeczywiście choroba przewlekła?

Zapraszamy do lektury wywiadu z doktorem Adamem Biernackim z Centrum Medycznego Świętego Łukasza na temat diagnozowania i leczenia boreliozy.


Rozmowa z doktorem ADAMEM BIERNACKIM – internistą zajmującym się m.in. leczeniem chorób odkleszczowych, a także przewlekłych

 

Zajmuje się Pan leczeniem chorych, którzy zmagają się z chorobami przewlekłymi. Czy boreliozę można zaliczyć do chorób przewlekłych?

Tak, borelioza może mieć formę przewlekłą. Właśnie pacjenci głównie w tym stadium boreliozy do mnie trafiają. Wcześniej na ogół miesiącami bądź latami usiłują znaleźć przyczynę swojego złego samopoczucia, odwiedzając po drodze wielu specjalistów. Czasami przychodzą do mnie z już wcześniej wykonanymi badaniami potwierdzającymi boreliozę, a czasami w trakcie wywiadu klinicznego okazuje się, że pacjenta kiedyś ugryzł kleszcz albo w inny sposób mógł mieć kontakt z krętkiem boreliozy. Wówczas zlecam diagnostykę w tym kierunku.

Testy krwi nie mają jednak stuprocentowej skuteczności, jak więc zdiagnozować przewlekłą boreliozę?

Rzeczywiście testy krwi bywają zawodne w przypadku diagnozowania boreliozy. Nie ma takich, które w stu procentach potwierdziłyby lub wykluczyły zachorowanie, dlatego ważny jest każdy etap rozmowy z pacjentem, dokładny wywiad kliniczny. Niekiedy sytuacja jest bardzo zawiła i postawienie trafnej diagnozy nie jest proste, ale wspólnie z pacjentem próbujemy rozsupływać zawiły kłębek objawów i cofać się w czasie, szukając przyczyny. Czasem dochodzimy do momentu zainfekowania, np. pacjent przypomina sobie, że lata temu ugryzł go kleszcz. Często nie udaje się określić dokładnie czasu i miejsca ekspozycji na kleszcza. Testy na boreliozę to kolejny etap diagnostyczny. Trzeba jednak pamiętać, że nie u wszystkich osób ukąszonych przez kleszcza przenoszącego krętki Borrelii rozwinie się przewlekła borelioza. Zależy to od wielu czynników, między innymi od tego, jak dużo bakterii miał w sobie kleszcz i czy były one bardzo aktywne. Niektórzy będą w stanie się przed nimi obronić i choroba nie przejdzie w stan przewlekły – np. mają sprawny układ odpornościowy lub otrzymają w krótkim czasie po kontakcie z kleszczem antybiotyk z powodu innych infekcji albo silnego rumienia na skórze. Niekiedy natomiast – na ogół, kiedy w grę wchodzą jakieś problemy z odpornością bądź obciążenie innymi chorobami przewlekłymi – poważnie zachorują. Biorąc pod uwagę ilość zakażonych kleszczy w Polsce, warto zastanowić się nad rozwiązaniem, jakie proponuje ILADS (czyli profilaktyczne podanie antybiotyku po ugryzieniu przez kleszcza – przyp. red.) i wnikliwie rozważyć wszystkie korzyści i zagrożenia indywidualnie dla każdego pacjenta w przypadku zastosowania takiej profilaktyki. Moim zdaniem pacjent powinien być poinformowany o takiej ewentualności i mieć możliwość wyboru, bo daje to szansę uniknięcia zakażenia lub zmniejszenia intensywności objawów, jeśli do niego mimo wszystko dojdzie.

A jeśli dojdzie do zakażenia i choroba nie zostanie w porę zdiagnozowana, to jakie są specyficzne objawy późnej boreliozy, które mogą ułatwić prawidłowe rozpoznanie?

Niestety objawy są bardzo różnorodne, podobne do objawów chorób neurologicznych, reumatologicznych, endokrynologicznych, co powoduje, że czasem kilka tygodni lub miesięcy trwa diagnostyka specjalistyczna i często dopiero po wykluczeniu innych schorzeń wykonywany jest test w kierunku  boreliozy. Pacjenci, którzy do mnie trafiają na ogół skarżą się na przewlekły stan zapalny, którego przyczyny nie są w stanie określić. Często zmagają się też z zaburzeniami układu odpornościowego. Do tego dochodzą zaburzenia hormonalne, metaboliczne… Ich stan jest często bardzo poważny; bywa, że uniemożliwiający im normalne funkcjonowanie.

Sama borelioza może wywoływać aż tak poważne konsekwencje czy raczej muszą dojść do tego koinfekcje?

Czasami jest tak, że borelioza jest tylko punktem wyjścia: zaburzając układ odpornościowy sprawia, że inne bakterie i wirusy, ale także pasożyty, z łatwością atakują osłabiony organizm. Czasami natomiast kleszcz jednocześnie infekuje pacjenta kilkoma patogenami, od razu powodując mocne nasilenie objawów.

Jak często spotyka się Pan z pacjentami zainfekowanymi przez kleszcza kilkoma patogenami równocześnie?

Zakażenia kilkoma patogenami nie należą do rzadkości, ale jeśli mowa np. o Bartonelli czy Babesi, czyli patogenach wywołujących najczęstsze koinfekcje, to nie są one przenoszone tylko przez kleszcze. Bartonellą można się zarazić np. od kota. Niekoniecznie musi ją przekazać kleszcz. Jest także spora grupa bakterii czy wirusów, których nosicielami mogą być kleszcze, ale którymi chory na boreliozę może się z łatwością zarazić gdzie indziej ze względu na to, że borelioza, uszkadzając jego układ odpornościowy ułatwia im dostęp do jego organizmu i sprawia, że jest podatny na infekcje. Takie zakażenia u chorych na boreliozę często przechodzą w stany przewlekłe, powodując czasami wiele ciężkich objawów.

Ma Pan na myśli Mykoplazmy, Chlamydie…?

Między innymi… Takich bakterii i wirusów, którymi chory na boreliozę może się zarazić np. od rodziny, sąsiadów czy w pracy jest sporo. Faktem jest, że chorzy na przewlekłą boreliozę z upośledzonym układem odpornościowym mają o wiele cięższe objawy niż osoby ze sprawną obroną organizmu. Takie bakterie mogą również wywołać przewlekłe stany zapalne. Czasami to one mogą powodować o wiele poważniejsze i cięższe objawy niż sama borelioza.

Chcąc zatem wyleczyć przewlekłą boreliozę, trzeba to wszystko wziąć pod uwagę, czyli wszelkie możliwe zakażenia bakteriami i wirusami, które u zdrowych osób mogłyby nie spowodować poważnych objawów, a u chorych na boreliozę mogą być poważnym problemem?

Tak. I jest to szczególnie ważne, kiedy pacjent ma objawy, które niekoniecznie pasują do boreliozy, albo które miał wcześniej niż ekspozycja na kleszcza. Może się wówczas okazać, że borelioza nasiliła objawy choroby, która istniała już wcześniej. Oczywiście, w miarę możliwości, trzeba także zdiagnozować wszystkie koinfekcje.

A co jeśli objawy boreliozy, koinfekcji i innych zakażeń pokrywają się?

Może tak się zdarzyć, ale nie demonizowałbym tego, ponieważ na ogół skojarzona antybiotykoterapia (czyli leczenie kilkoma antybiotykami równocześnie) zalecana przez ILADS działa na większość koinfekcji i innych patogenów. Antybiotyk nie wybiera sobie celu. Niszczy wszystkie bakterie, które są wrażliwe na dany antybiotyk, niestety przy okazji także te „dobre” (np. florę bakteryjną w jelitach). Trzeba więc odczarować myślenie, że są schematy leczące tylko jakąś jedną infekcję. Dobra wiadomość dla pacjenta jest taka, że każdy zestaw antybiotyków (mówimy o leczeniu według zaleceń ILADS) działa wielokierunkowo. Nie jest tak, że najpierw się leczy boreliozę, później jedną koinfekcję, po czym następną i kolejne zakażenie…

Chyba, że mamy do czynienia z Babesią…

Babesia rzeczywiście wymaga innej terapii. Jest pierwotniakiem. Jednak lecząc pacjenta, najpierw trzeba się skupić na celu, który można najszybciej osiągnąć. Chodzi o to, żeby zmniejszyć ilość bakterii, które pacjenta najbardziej męczą, zlikwidować objawy, które najbardziej mu doskwierają.

I dopiero później zająć się Babesią?

Babesia wymaga podobnego leczenia, jak w przypadku malarii. Niestety leki na nią bywają trudno tolerowane przez pacjenta. Wykazują wysoką toksyczność. Dlatego słusznym wydaje się pozbycie się najpierw innych patogenów, żeby pacjent mógł nabrać sił przed tą trudną terapią. Niemniej jednak sposób leczenia w każdym przypadku powinien być ustalany indywidualnie w zależności od wielu czynników, między innymi od objawów, ogólnego stanu pacjenta czy tolerancji na poszczególne leki. W planowaniu terapii trzeba też pamiętać o leczeniu przeciwgrzybiczym i przeciwpasożytniczym. Bardzo istotna jest także niewyniszczająca, rozsądna dieta uwzględniająca zapotrzebowanie energetyczne pacjenta oraz ewentualne alergie pokarmowe, uzupełniona o intensywne leczenie probiotyczne.

Czy w leczeniu chorób odkleszczowych przydatne są zioła?  

Tak, uważam,że leczenie ziołowe jest dobrym uzupełnieniem terapii, ale moim zdaniem dobór leczenia ziołowego powinien być bardzo zindywidualizowany, dopasowany do aktualnej kondycji pacjenta. W terapii stosuję schematy opracowane przez Cowdena i Buhnera oraz własny schemat złożony z trzech preparatów, który oprócz działania antybakteryjnego ma silne działanie modulujące układ odpornościowy. Czasami stosuję je przed zleceniem pacjentowi antybiotykoterapii, czasami po jej zakończeniu. Czasami pacjenci nie chcą bądź z różnych powodów nie mogą w ogóle stosować antybiotykoterapii, wówczas pozostają na samych ziołach. Dla wielu okazują się skuteczne. Zawsze jednak zalecam rozwagę i monitorowanie funkcji własnego organizmu, czyli regularne wykonywanie badań, ponieważ pacjent ma tylko jedną wątrobę i dwie nerki, a te kuracje ziołowe są bardzo intensywne (podobnie zresztą jak antybiotykowe), a dawki ziół tam stosowane są naprawdę duże. Czasami pacjentom wydaje się, że skoro to są zioła, to na pewno nie są szkodliwe. Tymczasem to naprawdę silne preparaty i trzeba zachować ostrożność.

Łączy Pan antybiotykoterapię z ziołami?

Nie łączę całych schematów ziołowych z antybiotykami, bo wydaje mi się, że takie leczenie byłoby zbyt intensywne. To dwie różne terapie. Natomiast przy antybiotykach zalecam preparaty ziołowe działające osłonowo jako suplement, na przykład sylimarol na wątrobę,

Jakie szanse mają przewlekle chorzy na boreliozę i koinfekcje na całkowity powrót do zdrowia?

Wszystko zależy od tego, co Pani rozumie pod pojęciem „powrotu do zdrowia”.

Życie bezobjawowe.

Kompletnie? Bez żadnych objawów?

Tak.

Jeśli chodzi o pacjentów zupełnie bezobjawowych po terapii, to trudno określić ich odsetek.

W Stanach Zjednoczonych ukazały się badania ankietowe z 2018 roku obejmujące 3500 pacjentów z potwierdzoną przewlekłą boreliozą. 52 procent chorych po leczeniu antybiotykami według  standardowych zaleceń IDSA (jeden antybiotyk stosowany przez 21 dni) zgłosiło poprawę i zmniejszenie dolegliwości. W mojej ocenie wśród pacjentów leczonych skojarzoną antybiotykoterapią bądź ziołami 70-80 procent odczuwa poprawę. Są w tej grupie pacjenci bezobjawowi i osoby ze znacznie zmniejszonymi objawami, takimi które nie utrudniają powrotu do pracy zawodowej czy podjęcia ról społecznych. U około 20-30 procent pacjentów uciążliwe objawy pozostają pomimo leczenia. Być może nawet sama infekcja jest wyleczona, a oni albo cierpią na jakąś dodatkową infekcję, której nie potrafimy znaleźć, albo na przykład w grę wchodzą wady genetyczne lub inne nierozpoznane choroby przewlekłe, zatrucie metalami ciężkimi, toksynami… W każdym razie u tych chorych objawy nie ustępują pomimo leczenia. Trzeba wówczas szukać innych przyczyn tych dolegliwości niż choroby odkleszczowe. To dotyczy na ogół pacjentów, którym od wielu lat towarzyszą poważne objawy. W zdecydowanej jednak większości przypadków, nawet jeśli nie udaje się doprowadzić do całkowitego ustąpienia wszystkich objawów u danego pacjenta, udaje się poprawić jakość jego życia.

 

rozmawiała

Małgorzata Tadrzak-Mazurek